Muzyka Subiektywnie
Kliknij i nakarm głodne dziecko - PAJACYK.PL



wpolscemamymocneseo
Blog > Komentarze do wpisu

Titus i Litza: Dobrze pamiętamy zabawy w szambie (część 2)

Część druga wywiadu z Titusem i Litzą - założycielami Acid Drinkers.




^C^V onet.pl:
O "Fishdicku" mówiliście, że to płyta którą nagraliście dla kasy?

Titus: Nie dla kasy, bo z tego nie było kasy.

Litza: Trochę było, tylko wszystko od razu przepiliśmy w Gdańsku na mieście. To było dla nas głównie poznanie studia Modern Sound. Siedzieliśmy tam, a czasem tylko Darek ze Ślimakiem nagrywali…

Titus: Bo my byliśmy zainteresowani zupełnie innymi sprawami. Odtwarzaliśmy sobie np. "Słodkiego miłego życia" sześć razy pod rząd. Na żywo!

Może teraz zrobicie cover tego utworu na "Fishdick 2"?

Titus: Nie, raczej nie. To jest za wysoka póła.

A swego czasu nie było pomysłu, żeby śpiewać po Polsku?

Titus: Tak, nie chcieliśmy przejść! [śmiech]. Powiedziałem, że jak Lemmy zacznie śpiewać po czesku, to ja zacznę po polsku i trzymam się tego do dzisiaj.

Nagraliście jedną z najlepszych płyt metalowych w Polsce, jeśli nie najlepszą… "Infernal Connection". Klasyk.

Titus: Tak, klasyk. Dziwnie się czułem nagrywając tę płytę. Na początku nie kumałem o co w niej chodzi, ale podążałem grzecznie za kolegami z zespołu, za szefem stada.

Litza był dyktatorem?

Litza: Co to znaczy był? Co to znaczy był?!

Nic się nie zmieniło?

Litza: Nie.

Titus: Tak, dyktatorem i directorem. Wszystkie teksty i wokale napisałem od nowa w studio, a po nagraniu cały sprzęt wyje***em z Modern Sound przez okno i pojechałem do chaty. Miałem dosyć. Potem gdy włączyłem sobie tę płytę powiedziałem: "Wow! W tym szaleństwie jest metoda". Nie byłem jednym z tych artystów, którzy od razu walą sobie gruchę pod własne dzieło. Musiałem do tej płyty troszeczkę przywyknąć. Utwory z "Infernal" do dzisiaj świetnie idą na koncertach. Dużo ich gramy.

Litza: Wiesz, my już mieliśmy tę płytę nagraną, ale stwierdziliśmy że się nic nie dzieje gdy wbiliśmy bębny. Stwierdziliśmy, że nie chcemy takiej samej płyty. Pożyczyliśmy perkusję od Kombi, od Pluty i była to pierwsza perkusja, która zajebiście stroiła i od tego się wszystko zmieniło, bo gdy nagraliśmy perkusję po raz drugi to nagle zobaczyliśmy, że tu już jest muzyka, że tu już się zaczęło coś fajnego robić. I tak wzięliśmy gitary i zaczęliśmy nagrywać do tej perkusji nasze piosenki i mówię: to nie licuje. Trzeba było coś zmienić i wymyśleć. Pomyślałem, zróbmy niżej strój. Pożyczył nam wtedy do studia wzmacniacz Peter z Vedera, czy Skawa.

Titus: Skawa Messa Boogie pierwsze.

Litza: Tak. Skawa nam pożyczył Messa Boogie, a my założyliśmy do gitar elektrycznych najgrubsze struny jakie były w sklepie do gitary akustycznej, przestroiliśmy się tak nisko jak się dało i tak naprawiliśmy te piosenki.

Titus: Ja oczywiście nie mogłem nagrywać na swoim basie, bo nie stroił tak nisko, więc wziąłem od Śmigla z Illusion music-mana 5 i na tym nagrywałem. Podobno nagrywałem, bo na tyle dobrze się bawiłem, że nie przypominam sobie faktu nagrywania tego albumu.
Na płycie pojawia wielu gości: Lipa, Kazik, Skawa…

Titus: Skawa nagrał solówkę do „Konsumenta”…

Litza: A tego nie pamiętam.

Titus: Ale było coś takiego, zapewniam cię. Był Kazik, przywiózł piwo, ale pogadałem z nim 20 min. I odpadłem.

Litza: I może dlatego to ja gram teraz w KNŻ, a nie ty.

Titus: Kazik zobaczył jak ja lubię odpadać więc stwierdził, że mnie nie weźmie.

A Kazik chciał Cię wziąć do KNŻ?

Titus: Miał takie plany podobno.

Ale to Litza zaczął grać w Kaziku Na Żywo. Jak szło?

Litza: To było spotkanie ponad podziałami [śmiech]. Ja i Tomek Goehs z Poznania [perkusista – przyp. Onet.pl] reprezentowaliśmy tzw. metal, a Kwiatek i Burza [gitarzyści – przyp.Onet.pl] - rock. Do tego raper Kazik. To było coś zupełnie innego, od tego wszystkiego, co robiłem wcześniej. Kazik śpiewał i rapował, a my mieliśmy tylko cięęęężko grać!

Wtedy był świetny czas dla ciężkiego grania. Wy, Flapjack, Illusion, Tuff Enuff, Dynamind…

Titus: Zawsze jest dobry czas na ciężkie granie.

Litza: Teraz jest więcej zespołów, niż kiedykolwiek. Każdy ma dostęp do sprzętu. Stać cię na nawet zawodowy sprzęt po pół roku pracy, a wtedy na moją pierwszą gitarę zrzuciła się cała rodzina – na Yamahę, bo wcześniej grałem na pożyczonej gitarze.

Titus: Wtedy czytałem w "Non Stopie", że jakby polski band chciał mieć zawodowe graty, takie jak amerykańska kapela, to musiałby pracować 300 lat. Teraz się to zmieniło. Na szczęście, albo na nieszczęście.

Litza: Powiem Ci, że teraz Polacy mają lepszy sprzęt, niż kapele z USA. Mamy możliwości.

Sukcesy w Stanach odnosi m.in. polski zespół Behemoth.

Titus: Bardzo sympatycznie. Niech dają, ile wlezie, chociaż jak aż takiego rodzaju czadu nie kumam. Do mnie taka muzyka nie dociera. Dla mnie większy czad od death metalu ma bigband Sinatry. Ale gratuluję i "boys keep in rockin'"! Nie wiem też o co chodzi z Nergalem i Dodą, ale życzę im aktów strzelistych [śmiech].

Litza: Ja nie znam, to trudno mi powiedzieć. Nie słyszałem tego jeszcze. Aaa, to jest ten chłopak od Dody, tak?

Tak.

Litza: To wiem o co chodzi. Muzyki nie znam, ale Doda robi wrażenie.
Titus, a ty grałeś jeszcze z Maćkiem Maleńczukiem w Homo Twist.

Titus: Z Maciejem pracowało się zajebiście. Grało się z nim świetnie, był dobrym gitarzystą, stroił się inaczej niż wszyscy, grał pazurami. Dla mnie to była zupełnie inna estetyka grania. Bardzo miło to wspominam. Z przyjemnością pograłbym znowu z Maleńczukiem w Homo Twist. Zresztą pograłbym z nim obojętnie co.

Litza, a co z nową płytą KNŻ?

Litza: Są plany. Nowa płyta Kazika ma być! Będzie czysty rock. Nie będzie sampli, ani smyków, czy tego typu rzeczy. Będzie punko-metalo-trasho-rock i publicystyczne teksty Kazika. Myślałem, że te teksty są aktualne tylko w momencie kiedy on je pisze, ale one są uniwersalne.

Porozmawiajmy o Waszych pobocznych projektach wtedy. Litza założyłeś Flapjacka…

Litza: Flapjacka założyłem w okolicach „Fishdicka”. Numer Flapjacka trafił nawet na Acidów.

Który?

Litza: "Walkway to Heaven". Pojawiła się nowa jakość, kiedy Titus zaśpiewał razem z Lori.

Titus: Może ja nie tyle co śpiewałem, ile starałem się nie fałszować.

Litza, a co się dzieje z Flapjackiem?

Litza: Coś chłopaki próbują robić. Zapraszali mnie, żebym coś na płytę skomponował, ale myślę, że spokojnie dadzą radę bez Litzy. Litza to by chętnie coś na nowym "Fishdickowym" Acidzie nagrał [śmiech].

Titus, chyba Ci się Litza na płytę wprasza?

Litza: Jak ładnie poproszę, to może się zgodzą. Trzeba oprzeć sprawę o bufet.

Titus: Zresztą "Fishdick 2" to będzie zupełnie coś innego, niż jedynka. To nie będzie projekt stricte rockowy, hardrockowy, bo np. Ślimak chce zrobić piosenkę francuską, a ja zaproponuję Sinatrę, który dla mnie jest bogiem obok Lemmego Kilmistera. Może z Anią z Biffa zrobimy jakiś kawałek B-52's. Przedziwne rzeczy są na tapecie. Mamy ok. 30 kawałków. Próby będą w przedszkolu, tak jak zawsze.

Litza: Ja bym na "Fishdicku" przerobił Saxona.
Titus, a co z Albertem Rosenfieldem? Nagrałeś z kolegami dwie płyty, które dziś na Allegro chodzą za astronomiczne sumy.

Titus: Podobno tak jest. Nie planujemy reaktywacji, ale z Albertem skończyło się tak, że nie dałem rady czasowo, bo nagrywałem "The State of Mind Report". Powiedziałem Brunowi, że nie dam rady czasowo i Albert rozszedł się po kościach. Ale jeśli byłaby propozycja powrotu grupy i dałbym radę czasowo, to czemu nie? Lubię śpiewać hard'n'heavy i z tamtą ekipą pracowało mi się świetnie. W Albercie nigdy nikt sobie nie dał po mordzie, zresztą w Acid też nie. Chyba, że Litza z Popcornem. Albo Lipa z Popcornem.
środa, 24 lutego 2010, uosiu77

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: